Klątwa wiedzy zasłania nam oczy

Znasz to uczucie, kiedy składasz coś według instrukcji i w połowie okazuje się, że brakuje jakiegoś kroku? Osoba, która pisała instrukcję, wiedziała o produkcie tak dużo, że ten krok wydał jej się oczywisty. Dla ciebie, kiedy podchodzisz do sprzętu z całkowitą niewiedzą, wcale oczywisty nie jest. Instrukcje przeszły dużą ewolucję, a te luki wciąż się zdarzają.

Kiedy coś dobrze znamy, trudno nam sobie przypomnieć, jak to jest tego nie wiedzieć. Dlatego tak trudno nam to innym wytłumaczyć. To jest klątwa wiedzy i w innowacji działa szczególnie mocno. Kiedy wymyślamy nową usługę albo produkt, przeszliśmy całą drogę od pomysłu do rozwiązania. Wiemy, z czego się zrodził i dlaczego istnieje. Kiedy potem opowiadamy o produkcie, często pomijamy te podstawy, bo nam wydają się oczywiste. A to właśnie one pozwalają klientowi zrozumieć, co to w ogóle jest, do jakiej kategorii prduktów należy, jaki problem rozwiązuje i jak działa.

Dochodzi do tego język. Wprowadzając nowość, często mówimy o niej innowacyjnymi słowami: tworzymy neologizmy, używamy żargonu. Klient nie potrafi tego odnieść do niczego, co już ma w głowie. Dlatego nowe rozwiązania warto tłumaczyć prosto. Jeśli spróbujemy być zbytnio oryginalni, odbiorca się zgubi.

Jest na to prosty test. Zanim pokażesz innowację rynkowi, pokaż ją bez zbytniego tłumaczenia komuś, kto nie ma o niej pojęcia, i posłuchaj, co zrozumiał. Zwykle wtedy wychodzi, jak bardzo czytelny jest nasz nowy produkt.